Prządka · rozdział 1 · książka w pisaniu
Wstęp, czyli Prządka zaczyna pisać
Stara chata na skraju Viskra-Mor pachniała suszoną szałwią, kurzem i czymś jeszcze – czymś metalicznym, co przypominało zapach ozonu tuż przed burzą. Na zewnątrz panowała noc, gęsta i lepka, przerywana jedynie odległym nawoływaniem puszczyka. Wewnątrz, przy dębowym stole wyślizganym przez lata użytkowania, siedziała Elina Lyrath.
Jej poskręcane artretyzmem palce zaciskały się na gęsim piórze z taką siłą, jakby chciała je zmiażdżyć. Przed nią leżał gruby, oprawiony w skórę notatnik – puste strony wyglądały jak oskarżenie.
Elina podniosła wzrok znad papieru i spojrzała w ciemny kąt izby. Cień tam był gęstszy, układał się w kształt sylwetki siedzącej na zydlu, choć płomień świecy nie sięgał tak daleko, by oświetlić twarz gościa.
— Czy to naprawdę konieczne? — warknęła, a jej głos brzmiał jak żwir przesypywany w wiadrze. — Jestem zielarką, do cholery, a nie kronikarzem. Moje ręce są stworzone do nastawiania kości i otwierania zamków, a nie do mazania inkaustem po papierze.
Cień w kącie poruszył się nieznacznie. Głos, który odpowiedział, był spokojny, ale niósł w sobie ciężar nieznoszący sprzeciwu.
— Wiesz, że to konieczne, Prządko. Czas ucieka. Chłopak wkrótce stanie przed Próbą i zacznie się wędrówka. Jeśli nie zostawisz mu mapy, zgubi się w labiryncie, który sama zbudowałaś.
Staruszka prychnęła, plując w ogień na kominku.
— Ten chłopak to idiota — mruknęła, choć w jej głosie nie było prawdziwej nienawiści, raczej zniecierpliwienie. — Ma serce na dłoni, a rozum w chmurach. Nie zrozumie połowy z tego, co tu napiszę. Będzie myślał, że to bajania zdziwaczałej staruchy. Poza tym może się okazać, że to nie on. Że to któraś z dziewczynek.
— Więc dla nich też zostawisz listy — odparł Gość. — A co do chłopaka… kiedy przyjdzie czas, zrozumie. Nie piszesz tego dla dziecka, którym jest dzisiaj, ale dla mężczyzny, którym musi się stać. Wiesz o tym. Masz rację, że to ryzykowne, ale oboje wiemy, że zważywszy na okoliczności...
— ...nie mam wyjścia — dokończyła za niego z goryczą, maczając pióro w kałamarzu tak gwałtownie, że krople inkaustu rozprysnęły się po blacie. — Niech cię szlag. Niech was wszystkich szlag trafi.
Pochyliła się nad kartką. Jej twarz, w świetle świecy przypominająca maskę wyrzeźbioną z orzecha włoskiego, wykrzywiła się w grymasie skupienia. Przez chwilę pióro wisiało nad papierem, drżąc w rytm jej oddechu. A potem, z westchnieniem, które brzmiało jak poddanie się losowi, zaczęła pisać.
© Jan Dzikowski. Fragment powieści „Prządka" (świat Pieśni Skażenia). Wszelkie prawa zastrzeżone — udostępnianie poza tą stroną wymaga zgody autora.