Warsztat · 5 lipca 2026
Trzy książki przy jednym biurku
Ludzie pytają, jak można pisać trzy książki naraz. Odpowiedź brzmi: nie można. Można za to pisać jedną, podczas gdy dwie pozostałe czekają w kolejce i robią wyrzuty.
Stan na dziś wygląda tak:
- Dar Ciszy — tom pierwszy skończony, po autorskiej redakcji, rozesłany do wydawnictw i agencji. Tom drugi rośnie rozdział po rozdziale. To najcięższa z moich książek — wojna widziana z poziomu błota, magia z cennikiem, bohater, który wraca z martwych i wcale nie jest z tego powodu szczęśliwy.
- Nej, tack — skończona i złożona u wydawców. Zupełnie inny rejestr: Polak w szwedzkiej wsi, kryminał, który zaczyna się od plotek w polskim sklepie, a kończy tam, gdzie naprawdę nie chcecie zajrzeć. Pisałem ją trochę dla oddechu. Oddech wyszedł na sto dwadzieścia osiem tysięcy słów.
- Prządka — szesnaście rozdziałów. Stara zielarka spisuje testament dla chłopca, którego czytelnicy Intencji dobrze znają. Wracam do niej wieczorami, kiedy Dar Ciszy robi się zbyt głośny.
Po co trzy światy naraz? Bo każdy ćwiczy inny mięsień. Dark fantasy uczy mnie ciężaru konsekwencji. Kryminał — precyzji: tu nic nie może wisieć w powietrzu bez powodu. A Prządka uczy głosu, bo cała jest jednym głosem, gorzkim i gawędziarskim.
Jedno biurko. Trzy krzesła. Siadam na tym, które akurat najgłośniej skrzypi.